Jesienna chandra? To nie dla mnie!

Cześć!

Wiem, widziałam, że wiele z Was poruszało już ten temat. Ja jednak postanowiłam poczekać aż rozpoczniemy astrologiczną jesień i jeszcze trochę. Tak, tak pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza. Jesienna chandra- temat wszystkim znany. 
A czy Ciebie to także dotyczy?
No przyznaj się sam przed sobą - ja nie patrzę i nie czytam w myślach (słowo blogera).

Mogę Wam napisać jak to jest u mnie. W sumie to chcę napisać (inaczej ten wpis by nie powstał). Oczywiście będzie szczerze ( jak to zwykle u mnie bywa, więc to zdanie może być zbędne).


Lubię szukać wymówek.

 Tak - uwielbiam się tłumaczyć, że nie mogę zrobić tego, bo przesilenie wiosenne, bo zimno, bo za gorąco, bo jesienna chandra mnie dopadła... Kaplica, koniec, nic nie mogę już robić i nic nie mogę zdziałać. Jeżeli jest czas chandry to i ja muszę mieć chandrę. A kto mi zabroni?

Można tak cały rok - uwierzcie na słowo, słowo osoby, która jest w tym mistrzem (ten czarny pas nad łóżkiem to nie pas karate - to pas "jak się wykręcić od nierobienia, by mieć usprawiedliwienie"). 

W tym roku jesiennemu marazmowi mówię stanowcze nie!

No dobrze, wszystko ładnie, pięknie, jestem zmotywowana i nawet mam uśmiech na twarzy, ale co dalej. Każdy ma gorszy dzień (ja także), każdemu czasami (lub częściej) się nie chce. To raczej ludzkie i normalne. Serio, nie ma w tym nic nienormalnego. Dziwne by było, żeby zawsze się chciało - no chyba, że jesteś cyborgiem. A chyba nie jesteś, prawda?

Wiem, że jest zimno, że dzień jest coraz krótszy, że ciągle pada... widzę wszystko i wiem ,że nie sprzyja to twórczości, kreatywności i radości.

Jak próbuję sobie z tym radzić? 



WRZUCAM NA LUZ

Dosłownie i w przenośni. No dobrze - zdecydowanie dosłownie. Nie będę mistrzynią we wszystkim. Pracuję, prowadzę bloga, próbuję się uczyć języków obcych, planuję przyszłość, studia, jak każdy z Was mam obowiązki domowe: zakupy, sprzątanie, pranie. Jestem normalnym człowiekiem i czasami po prostu nie daję rady. Doba nie ma 48 godzin (a i tak pewnie byłoby to za mało). Jeżeli dzisiaj nie posprzątam tej łazienki, to nie będzie końca świata. Przełożenie zakupów na jutro? Żaden problem - w to miejsce poczytam książkę, która poprawi mi humor, a nawet obejrzę ulubiony filmik na Youtube. Czemu nie? Jeden raz mogę odpuścić. Podkreślam - jeden raz, a nie całe życie :)


COŚ MIŁEGO

Zastanów się, co tobie sprawia przyjemność. Ja pisałam między innymi o tym tutaj, czyli 5 rzeczy bez których nie mogę żyć. To jest wierzchołek góry lodowej.

Uwielbiam oglądać filmy, słuchać muzyki (tej, która dodaje energii), chodzić na spacery, pić kawę, spotykać się z przyjaciółmi, spędzać czas z chłopakiem (jak amerykańska nastolatka). 

Kocham czytać i poznawać inspirujących ludzi - to zawsze podnosi mnie na duchu. Widzę, że nie jestem sama z tym zmaganiem. Widzę też, że Oni ci "Wielcy" mają swoje dni, które są do dupy. Oni też czasami odpuszczają, a potem wychodzi to na lepsze, bo wracają ze zdwojoną siłą.

Od czasu do czasu organizuję sobie mini SPA we własnym mieszkaniu - wygładzona skóra i pachnące ciało. Pełen relaks. Tyle teraz tych kosmetyków narobiło się na świecie i ich ceny nie są niesamowicie wygórowane. Dbanie o siebie jest super! Podnosi poczucie własnej wartości i dodaje pewności siebie. 


SMAKOŁYKI

Oczywiście w rozsądnych ilościach (żeby nie było, że namawiam do złego). 

Mój ulubiony "smakołyk" to kawa. Kawa jest królową świata. Nie pogardzę też ciepłą herbatką, czy czekoladą. Nie musisz wychodzić do kawiarni i wydawać miliona monet na wypasione latte. Nie tędy droga.

Ulubiona czekolada od czasu do czasu potrafi zdziałać cuda i postawić na nogi (wiem,że ja tak mam - nie wiem jak Wy).

Jesteście fanami pizzy, kebaba, a może dobrego ciacha? Proszę bardzo, tylko nie codziennie (również staram stosować się do tej rady (gubię nadprogramowe kilogramy) - wykluczając oczywiście kawę)! 


MAŁE RZECZY

I ten punkt jest mi osobiście najtrudniej zrealizować. Czasami się zatracam, spinam i zapominam o tym, że to własnie małe rzeczy potrafią dać dużo radości. Zawieje może nudą, ale przytulenie, pocałunek, czy uśmiech. Obdarzajmy tym innych. Myślę, że warto.
Zawsze robi mi się miło, gdy druga osoba się do mnie uśmiechnie ( czy to w pracy, czy na spacerze, a może nawet w sklepie). Coś w tym jest, coś pozytywnego.


Podsumowując. Ja już chyba znam moją taktykę do walki z jesienną chandrą. Nie zamierzam się poddać. Będę twardym zawodnikiem! Dotrwam do zimy jako zwycięzca, bez depresji, bez smutku i bez marazmu. 

A Wy jak radzicie sobie z tym brakiem energii jesienią? 
Co działa na Was najlepiej?
(Może coś podkradnę do zastosowania u siebie.)

Popularne posty z tego bloga

Dziewczyno - nie przepraszaj!

Z pamiętnika grubaska, czyli jak przeżyć pierwszy tydzień bez słodyczy

BIBLIA BLOGERÓW - przeczytałam i nie zrecenzuję!